piątek, 7 grudnia 2012

sądny dzień?

czy (nie)szczęśliwy zbieg przypadków?

ponieważ moje przeziebienie, z którym zmagam sie od tygodnia,
postanowiło przybrać na sile,
i dorzuciło mega-opryszczkę, do istniejących już objawów,
podjęłam bohaterską decyzję o dniu wolnym i wygrzewaniu się w łóżku!
dzielnie wytrzymałam do godziny 11-stej,
po czym postanowiłam zrobić przyjemność moim mężczyznom
i zwlokłam się na dół, w celu upieczenia chleba oraz pizzy.
zaczęłam od czynności przyziemnych i włączyłam zmywarkę..
przyjemnie poszumiała kilka minut, po czym zaniepokoił mnie dziwny odgłos?!
otworzyłam szafke pod zlewem a tam prysznic! deszcz! do tego gorącej wody!!!
aaaaaaaaa!!!!!!!!!!!!!!!!
w zaćmieniu nawet nie pamiętałam, gdzie są zawory,
ale telefon do M. odblokował klapki w moim zszokowanym mózgu
i pędem pognałam do piwnicy w celu zakręcenia owych.
bo wyłączenie zmywarki i kranu w kuchni nic nie dało!
po czym dzielnie zbierałam wodę przez godzinę, z kuchni i połowy jadalni.
pisząc te słowa, też biegnę tam od czasu do czasu, zebrać to,
co spod mebli wypłynie..

no i tak zamiast się wściekać,  doznałam olśnienia! nawet podwójnego :)

otóż kuchnia była pierwszą rzeczą zrobioną w tym domu po przeprowadzce.
i od jakiegoś czasu, strasznie narzekam na jej (nie)funkcjonalność.
no, ale żeby wiedzieć co się chce i lubi, trzeba najpierw pomieszkać, prawda?
a tak, człek skołowany przeprowadzką, nowym domem,
to i pomroczność jasna się zdarza.
i wierzy człek takiemu projektantowi, co się fachowcem mieni,
że tak będzie najlepiej.
otóż nie jest, a umiejscowienie zlewu w kącie jest najgłupszą rzeczą pod słońcem.
na dodatek mały zlew, który w mieszkaniu sprawdzał się znakomicie,
absolutnie nie ma racji bycia w domu.
a zabudowanie meblami dwóch przeciwległych ścian??!!
zlew i płyta po jednej, a blat roboczy po przeciwnej ścianie kuchni?!
olaboga, chyba ja jedna w swej naiwności dałam się na to nabrać:/

 no więc do rzeczy:
olśnienie nr 1, to fakt, że jest okazja to wszystko wyprostować :)
skoro i tak trzeba te meble poodsuwać, wymienić rury albo rurki pod zlewem,
to można ten zlew od razu wymienić i przesunąć pod okno, nie?
szafki dobrać podobne w ikei (nigdy więcej projektantów kuchni!!!!),
pewnie nawet wyjdzie taniej..
tylko najpierw szanownego małżonka muszę do tego przekonac,
i chyba się sprzedać, coby było za co..
ale ciiiii.. najważniejsze to chcieć! a chcieć, to móc!

a olśnienie nr 2?
skoro nie ma w domu wody, to spokojnie mogę wracać do łóżka
i leniuchować do wieczora!

więc same widzicie, nie ma tego złego:) nie?

miałam dziś opisać wczorajsze mikołajki Chłopca,
a zamiast tego wyszedł mi najdłuższy post na blogu, i w dodatku nie na temat.
cóż, życie..
może jutro się uda, bo byłoby mi bardzo żal,
gdyby zniknęły w naszej niepamięci..

miłego dnia!



4 komentarze:

  1. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło ;-))
    Wygrzewaj się i wracaj do zdrowia, to najważniejsze.
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzień spędzony w łóżku = dzień bezcenny;)
      dziękuję!

      Usuń
  2. Zmiana w kuchni, dobra rzecz. Zlew pod oknem, jeszcze lepiej.
    Same plusy zaistniałej sytuacji :)) I mogłaś się wygrzać :))
    Zdrowiej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wygrzałam się solidnie :)
      zmiana niestety musi poczekać, oby do wiosny ;)

      Usuń